Zapiski przyjaciela collie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludzie. Pokaż wszystkie posty

A jutro Dzień Matki

piątek, 25 maja 2012

Obiecałam, że będzie o wełnie. Ale nie mogę i nie chcę dzisiaj o tym pisać, ponieważ z samego rana miałam telefon. Ten telefon zmienił dzisiejszy dzień.

Jest wcześnie rano. Dzwoni mój telefon. Słyszę w słuchawce męski, płaczący głos. Nie rozpoznaję osoby. Po chwili przez szloch rozpoznaję, to mój znajomy opowiada mi przez łzy swoją tragiczną historię.

- Schodzę rano po schodach, a tam na samym dole schodów leży moja matka z głową przy twardej krawędzi zakończenia schodów. Pod jej głową jakieś zawiniątko. Coś, co ją zamortyzowało. Zbiegam prędko. Matce, nic nie jest, tylko sama nie umie wstać, jest poobijana. Kiedy ją podnoszę patrzę i widzę, że pod jej głową leży mój ukochany york. Amortyzując upadek matki został całą siłą uderzony w klatkę piersiową, jamę brzuszną. Śmierć na miejscu. ( Słyszę męski płacz i sama zaczynam obcierać łzy) . Kiedy rozmawiam z matką dowiaduję się, że gdy spadała ze schodów mój mały york przez cały czas podkładał się pod nią. Ona go odganiała machając rekami. Jednak na końcu wreszcie udało mu się i podłożył się pod jej głowę, minimalizując skutki jej uderzenia.


Co mam powiedzieć? Przychodzi mi tylko jedna oczywista myśl.
- Twój ukochany york uratował matkę. Gdyby nie on, sama z wielką siłą uderzyłaby w twarde zakończenia schodów.Chciał jej pomóc i to zrobił.
A jutro dzień matki.

 

Wielka Brytania. Shane i Laddie w służbie ludziom

środa, 14 marca 2012
 Wszystko zaczęło się, kiedy zobaczyłam na zdjęciu dwa collie ubrane w niebieskie mundury z odznakami. 

 Collie: Ladnar Highland Lad ( z lewej) i Chrisarion Counterpoint (z prawej) fot. Bill Wells


Wyglądały dostojnie, jakby były na służbie. Musiałam dojść prawdy. I tak rozpoczęłam rozmowy z Billem Wells, mieszkającym w Wielkiej Brytanii w Norwich, Norfolk.

Parady wojskowe, uroczystości w kościele i na cmentarzu, akcje charytatywne, pokazy umiejętności i sygnał wojskowy grany na trąbce w chwilach szczególnych przy całkowitej ciszy. Jednak to jest dla niego za mało. Każdego tygodnia jeździ do dwóch szpitali.  On i jego collie.

Bill Wells od wielu lat jest trębaczem. Bierze udział w uroczystościach wojskowych. Ale nie jest sam, tylko ze swoimi ukochanymi psami rasy collie rough. 

 Collie : "Shane" Chrisarion Counterpoint fot. Bill Wells

Najpierw był to pies tricolour "Shane" Chrisarion Counterpoint, żyjący w okresie od 25.10.1993 do 10.01.2008.
 
 Wybrane kalendarium "Shane"

"Shane" po raz pierwszy zaczął służyć z Billem w roku 1995 w czasie uroczystości z okazji 50 rocznicy Victory in Europe Day w miejscowej szkole podstawowej, gdzie zbierali razem datki na cele charytatywne. "Shane" pomagał dzieciom skupiać uwagę. Reprezentował także wiele zwierząt, które brały udział w wojnach światowych. Tak zaczęła się ich wspólna służba. Collie "Shane" został maskotką w Royal British Legion, organizacji charytatywnej działającej w Wielkiej Brytanii na rzecz członków Sił Zbrojnych. "Shane" otrzymał specjalną kurtkę oraz odznaki RAF i Britain Memorial Flight.

Od tej pory "Shane" brał udział w paradach wojskowych, zbierał datki na cele charytatywne, a miał do tego talent przyciągając swoją urodą i uśmiechem. 

Leżał u nóg Billa, gdy ten grał na trąbce głęboko zapadający w serce sygnał wojskowy na uroczystościach ku czci poległych w walce, bohaterom walk o Anglię walczącym w RAF, bohaterów II wojny światowej.

Wiosną 1996 roku Bill i collie "Shane" wzięli udział po raz pierwszy w pogrzebie sekretarza Royal British Legion w Swaffham. Shane podnosił łapę i trzymał ją 2-3 minuty w tej pozie długo pozdrawiając w ten sposób wchodzących do kościoła na uroczystości żałobne.
W 2004 roku Bill i "Shane" wzięli udział w inauguracji Poppy w Downham Market Royal British Legion. W czasie tych uroczystości "Shane" pozdrawiał uczestników. Łapka do góry, uśmiech i serce każdemu ściskało. Tam tez został w akcji sfotografowany. Wszyscy uczestnicy byli pod wielkim wrażeniem "Shane". został od tej chwili honorowym członkiem Red Arrows (Zespół Akrobacyjny Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii - zespół akrobacyjny Royal Air Force ). 

W 2005 roku w 60. rocznicę Victory in Europe (VE) Day, i Victory over Japan (VJ) dni Hunstanton Royal British Legion "Shane" i Bill wzięli udział w sponsorowanym spacerze od King 's Lynn do Hunstanton. "Shane" szedł tuż za zespołem prowadzącym, a to był wielki zaszczyt.

W roku 2005 do rodziny Billa przybył śniady collie pies "Laddie" Ladnar Highland Lad, urodzony 19.08.2005, który w roku 2006 dołączył do "Shane" jako jego uczeń.

Collie: "Laddie" Ladnar Highland Lad fot. Bill Wells


Wybrane kalendarium "Shane" i "Laddie"
 
"Shane" salutuje na uroczystości Desert Rats Memorial 2006 
"Laddie" salutuje

Collie: "Shane" i "Laddie"

W 2006 roku w dniach otwartych RAF Marham "Shane" i jego uczeń "Laddie" zebrali sześćdziesiąt funtów na Royal British Legion. 
Razem wzięli także udział w Swaffham Carnival. Ponadto "Shane" został zaproszony jako VID (Very Important Dog) do Klubu Bouvier des Flandres

11 listopada 2006 roku "Shane" i "Laddie" wzięli udział w paradzie na placu miejskim przy Rynku Downham. Następnego dnia ( 12 listopada 2006)  był Dzień Pamięci (Remembrance Day) a "Shane" i "Laddie" uczestniczyli w kościele w Fincham (Full Service)  i w ułożeniu wieńców. Shouldham Thorpe ( w cywilnej parafii w angielskim hrabstwie z Norfolk), miał miejsce z i udziałem "Shane" i "Laddie" krótki apel i ułożenia wieńców. 

Collie - "Laddie"

05 stycznia 2007 "Shane" i Bill zostali poproszeni o udział w wojskowym pogrzebie członka służącego w RAF.  W uroczystości wzięły udział żołnierze i tłumy żałobników. Samolot przeleciał nisko w uroczystym pożegnaniu. Trumna została obniżona, wystrzeliły trzy salwy nad grobem. W tym czasie "Shane" oddawał honory, swoją łapą, tak jak zawsze to robił na służbie.

24 czerwca 2007 roku "Shane" i "Laddie" zostali poproszeni do wzięcia udziału w Desert Rats na corocznym zjeździe. 

Na 24 października 2007 "Shane" i "Bill" zostali poproszeni o udział w 65. rocznicy bitwy pod El Alamain w Jej Królewskiej Wysokości Księżnej Kornwalii Kamilii, co był wielkim zaszczytem dla Billa i "Shane". Poza tym "Shane" został przedstawiony Jej Wysokości Księżnej Kornwalii.



Dnia 29 listopada 2007 roku collie "Shane" i "Laddie" wzięli udział w corocznym zjeździe Desert Rats Memorial Trust. To była ostatnia uroczystość dla "Shane". Po nabożeństwie w kościele w Fincham pana Rod Scott przed gen. Sir Anthony Mallens KCB O.B.E. pani Gillian Shepherd MP. ogłosił publicznie przejście na emeryturę "Shane" i sukcesję "Laddie". Za usługi dla Desert Rats Memorial Trust, przyjęli honorowy status.

Wybrane Kalendarium "Laddie"

Od tego dnia obowiązki "Shane" przejął "Laddie" jako członek oddziału Downham Branch Royal British Legion. Niedługo po tej uroczystości 10 stycznia 2008 zmarł "Shane" w wieku 15 lat, po 12 latach służby razem z Bilem. "Shane" był maskotką w  Royal British Legion i Desert Rats Association oraz honory mebers of the Battle of Britain Memorial Flight and Red Arrows.

"Laddie" przejął wszystkie obowiązki "Shane", w uroczystościach, paradach i ceremoniach wojskowych.  Podobnie jak "Shane" został maskotką w  Royal British Legion i Desert Rats Association oraz honory mebers of the Battle of Britain Memorial Flight and Red Arrows.
 "Laddie" na Marham Memorial

22 czerwca 2008 roku "Laddie" i Bill wzięli udział w Otwartych Dniach Pamięci The Desert Rat Memorial w Orwell Park School

Zobacz zdjęcia:

W sierpniu 2009 roku "Laddie" i Bill zostali zaproszeni  przez Komendanta RAF Marham żeby rozpocząć z nim defiladę. To był to dzień Rodziny RAF Marham i Dzień Przyjaciół RAF , były więc pracownicy bazy lotniczej i ich rodziny. "Laddie" pomagał zebrać pieniądze na cele charytatywne na Royal British Legion. O tym spotkaniu można przeczytać na stronie Royal Air Fore "Dowódca stacji RAF Marham Grupa kapitan Colin Basnett ADC MA RAF został niemal przyćmiony przez Laddie"
"RAF Marham Station dowódca Grupa kapitan Colin Basnett ADC MA RAF został niemal przyćmiony psa 'Laddiego' na Dniu Rodzin i Przyjaciół  w RAF Marham gdy oboje salutowali na przybyciu RAF Spadochronowej Falcons zespołu Display."
" RAF Marham Station Commander Group Captain Colin Basnett ADC MA RAF was almost upstaged by canny canine ‘Laddie’ at the Families & Friends Day at RAF Marham when they both took the salute on the arrival of the RAF Falcons Parachute Display Team." ( źródło )
Zobacz zdjęcia:
1) Station Commander RAF Marham, Group Captain Colin Basnett ADC MA RAF takes the Salute at the RAF Marham Families & Friends Day 2009 acompanied by Jenson Kiddle 2¾ yrs, Laddie the Rough Collie and Mr Bill Wells.- link
3) Grp captain Colin Basnett, Sqn Ldr Jamie Turnbull, Jenson Kiddle, Mr Bill Wells & Laddie the Rough Collie with the RAF Falcons Parachute Display Team.- link

W dniu 23 listopada 2010, na Orwell Park School, niedaleko Ipswich, Suffolk, grupa weteranów z 22. Brygady Pancernej i 7. Dywizja Pancerna (The Desert Rats), które było częścią w II wojnie światowej zgromadziło się na służbie pamięci i wieniec r. pod pomnikiem znajduje się na terenie szkoły. Pomnik jest w szkole, bo w 1944 roku na kilka dni przed wyruszyli do Normandii, ludzie z 22 Brygady Pancernej stacjonowały na terenie szkoły.
Stowarzyszeniu Patronuje Jej Wysokość Księżna Kornwalii Kamilla.
Zobacz zdjęcia

Obejrzyjcie także film z uroczystości
Angielskie wiadomości Anglia News z 23 listopada 2010 - link do filmu


6:20  minuta - początek relacji z uroczystości
7:00 minuta- uroczysta parad, na filmie widać "Laddie"
7:36 minuta-  Bill i "Laddie"
7:42 minuta- Bill  gra na trąbce




29 i 30 maja 2011 odbył się w miejscowości Southend nad brzegiem morza Air Festival 2011. "Laddie" robił pokazy z wózkiem, wyszukiwanie i marsz na komendę.  
 "Laddie" ciągnie replikę wózka, jakie ciągnęły collie w czasie I wojny światowej przewożąc amunicję i materiały dla wojska fot. Rupert Gladstone


Wieczorem odbyło się nabożeństwo ku czci Pamięci Bohaterów. Bill i "Laddie" wzięli w nim udział. Bill grał na trąbce sygnał wojskowy dla uczczenia pamięci poległych, a "Laddie" salutował. W imprezie wzięło udział 25.000 osób.
 "Laddie" i Bill- fot. Rupert Gladstone

Zobacz zdjęcia:
1) Laddie- link
2) Laddie zapina wózek- link
3) Laddie w czasie ćwiczenia marszu- link
4) Brian Walllis prezes Marham Veterains Grupa prowadzi ceremonię Sunset w Southend z panem Bill Wells i Laddie- link

26.09.2011  "Laddie" maskotka Downham Royal British Legion, siedzi cicho przed pomnikiem pamięci Desert Rats w Orwell Park School


***

To takie małe kalendarium wydarzeń.  Jednak to nie wszystko. To byłoby za mało.

W roku 2011 collie "Laddie" zastał zarejestrowany, jako pies terapeuta i odwiedza razem z Billem chorych w szpitalu niosąc im radość. ( link)




Od roku 2011 Bill jeździ z "Laddie" we wtorki do szpitala w Kings Lynn i zaś piątek do Szpitala Swaffhan. I tak każdego tygodnia, tydzień w tydzień.  
Rozmawiając z Billem pytam się go, co robi "Laddie" w szpitalu? Odpowiedź usłyszałam niezwykle prostą
- "Laddie" idzie do szpitala i odwiedza chorych, co czyni ich szczęśliwymi. 
Kiedy usłyszałam te informacje, nie wytrzymuję emocji
- Jesteś niesamowity Bill !
- Nie, to "Laddy" jest niesamowity.  Ja po prostu kocham jak ludzie są szczęśliwi i kocham pokazywać piękno rasy collie rough- odpowiada Bill.


Jest wieczór, a my stale rozmawiamy przez internet. Wypytuję się Billa o wiele. Im więcej pytam, tym bardziej jestem ciekawa. Nagle na ekranie brak odpowiedzi. Bill przestaje odpowiadać. Myślę sobie- jest już bardzo późno, Bill musiał odejść, pewnie mu coś wypadło.
Jednak za chwilę Bill wraca na linię, a na ekranie pojawiają się słowa
 - Przepraszam za przerwę, musiałem pogłaskać moje collie "Laddie" i małą sześciomiesięczną "Rossie".
A mnie coś za serce chwyciło jeszcze mocniej. Bill odszedł, żeby pogłaskać swoje collie.
Mała collie suczka "Rossie" ma dołączyć do "Laddie", a historia będzie się dalej toczyć.

Dziękuję Bill za nasze rozmowy. To wielka radość poznać Ciebie i Twoje collie.


Strona Collie "Shane" - Chrisarion Counterpoint- link
Strona Collie "Laddie"- Ladnar Highland Lad- link

Potrzebna pomoc dla Pani NIteczki

środa, 29 lutego 2012
Bohaterka moich zapisków Wyczarowane przez Panią Niteczkę , Kudłata radość Pani Niteczka potrzebuje pomocy.
Proszę przeczytajcie jej list, może w Waszych sercach zrodzi się sposób pomocy Tomkowi synowi Niteczki choremu na niezmiernie rzadką chorobę genetyczną Zespół Ehlersa Danlosa typu 6, Pani Niteczce i jej rodzinie.


Kudłata radość

poniedziałek, 27 lutego 2012
Jeśli pójdziemy do sklepu kupując to, na co tylko mamy ochotę, tracimy radość zaplanowania, radość oczekiwania i wreszcie radość spełnienia. 

 Collie: Sunresc Lace CARUSO

Dzisiaj listonosz przyniósł dla mnie oczekiwaną paczkę, jak się pewnie domyślacie z dwoma maskotkami collie wyczarowanymi przez Panią Niteczkę( zobacz tutaj). Najpierw zostały poważnie obwąchane, potem stanęły na stole w jadalni, aż wreszcie przysiadły na fotelu.
Było dużo radości...



Collie: Sunresc Lace CARUSO

Wyczarowane przez Panią Niteczkę

czwartek, 23 lutego 2012
Pamiętacie mój zapisek na blogu "Pasja życia" ?
Cieszę się, że ruszyliście na pocztę wysłać listy do chorych dzieci z marzycielskiej poczty. Myślę, że powinniśmy zrobić to ponownie! (http://marzycielskapoczta.pl/category/chore-dzieci/)


Co zaś do niteczkowych maskotek to ......zamarzył mi się collie, uszyty z fantazją od Pani Niteczki. A że marzenia trzeba spełniać, napisałam do Niteczki i tak oto mam dzisiaj już zdjęcia wyczarowanych z materiału i niteczek collie.  Wiem, że szyte był razem z trzema kotami, i nieźle dokazywały.(http://pani-niteczka.blog.onet.pl )



I wiem także, że Pani Niteczka potrafi uszyć cokolwiek można sobie wymarzyć, jak choćby...

....Alę z różową chusteczką na głowie, która ma kota, a która wyszła wprost z kart elementarza Patrząc na nią jeszcze słyszę swoje radosne literowanie ALA  MA  KOTA, A KOT MA ALĘ. Mam do tej książki wielki sentyment, i do tego kota.

...Anię podróżniczkę, moją imienniczkę, przepasaną torbą z różami, która zawsze wraca do domu. Jakie ona ma buciki, o kobietki! Zresztą nie tylko buciki, ale i różyczka, i torebka, w modnym różu. Jednak kolczyki tej Ani, to szczyt ekstrawagancji

...Anioła Zaspaną Aniulę. Ech te Aniule, lubią takie zdrobnienia.


...Anioła Hiacyntę z różowym sercem w dłoniach, zastanawiającego się do kogo donieść swoje serce


...Anioła opiekuńczego bujającego stale nad nami, na pograniczu dwóch światów, z rękami wyciągniętymi do dołu. Przyglądam się bliżej. Hej, ten słodki anioł śpi, on po prostu śpi, a więc wszystko będzie dobrze, bo skoro on śpi...


i tak bym mogłabym opisywać dalej i dalej. Zajrzyjcie tutaj i sami popatrzcie- pracownia Pani Niteczki "Moja Motylarnia"


i wreszcie Collie, bo z tego pierwszego kota z elementarza zeszłam na psy.
Na początku miał być jeden collie. No, ale jednemu byłoby smutno. Są więc dwa. Jeden większy, drugi nieco mniejszy. Domownicy mówią, że to parka.  I na dodatek broją, jak to młode. Ach te uszy, rozwiane grzywy. Czy widzicie ten ich uśmiech?

Gratuluję Niteczko wygranej w konkursie "Blog Roku" w kategorii "Moje zainteresowania i pasje."

Pasja życia

czwartek, 26 stycznia 2012
Jeśli zapytacie mnie, co dało mi startowanie w konkursie Blog Roku 2011, to powiem ...
Dzięki niemu doznałam wiele życzliwości od Was, dziękuję. 
Odkryłam także niteczkowego bloga "Pani niteczka prezentuje"- Pani Niteczka była motorniczą, aż pewnego poranka straciła pamięć, potem osłabiła się siła mięśni -zachorowała na stwardnienie rozsiane, więc wymyśliła sobie nową formę rehabilitacji - szycie zabawek i tworzenie innych drobiazgów. Teraz to jej nowy sens życia.  (link do bloga)
Zajrzyjcie koniecznie na ten blog, oddajcie głosy w konkursie Blog Roku 2011 ( SMS H00004 nr 7122), może także zapragniecie mieć maskotkę z duszą od Niteczki. Ja jestem nimi oczarowana.


Wydeptane słowa: Wakacje. Gdynia- Orłowo, Sierpień 2009


Na blogu Niteczki znalazłam także linka do Marzycielskiej Poczty ( http://marzycielskapoczta.pl/category/chore-dzieci/), gdzie chore dzieci czekają na listy. Są tam profile ponad 40 chorych dzieci, które kochają dostawać listy i kartki. W każdym profilu znajduje się adres pocztowy dziecka, pod który każdy może napisać. Zajrzyjcie koniecznie, może podzielimy się razem radością.

Jeśli zapytacie mnie, co dało mi startowanie w konkursie Blog Roku 2011 to odpowiem, wiele....

Wyrzeźbione życie

środa, 18 stycznia 2012
Historia rozpoczyna się 10 grudnia 2011 w czasie Jarmarku Adwentowego w Przysieku. Tam właśnie spotkaliśmy rzeźbiarza Jakuba Kubiaka z Jarantowic. Długo rozmawialiśmy. Do naszego domu przywędrował jeden anioł, potem były kolejne anioły i wyprawa do Radzynia Chełmińskiego z pięcioma collie. Panie Jakubie dziękujemy za rozmowy i gościnę.
 



Teraz przyszła pora na utrwalenie choć częściowe naszych rozmów.


Wyrzeźbione życie 

Jakub Kubiak jest cenionym w Polsce rzeźbiarzem ludowym. Pochodzący z Jarantowic koło Wąbrzeźna artysta był wielokrotnie nagradzany za swoją twórczość, a biorąc udział w wielu konkursach i plenerach upiększa swymi rzeźbami nawet najdalsze zakątki naszego kraju. Pracował jako terapeuta na Warsztatach Terapii Zajęciowej w Wąbrzeźnie. Uczył swych podopiecznych sztuki rzeźbiarstwa i malarstwa pokazując ludziom, że również osoby niepełnosprawne potrafią tworzyć prawdziwe dzieła. Uczestnicy i pracownicy warsztatów podarowali Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II 10 scen biblijnych wymalowanych na szkle przez terapeutów. Witraże umieszczono w pięknie rzeźbionej skrzyni z ręcznie robionymi okuciami, którą wykonał pan Jakub.


MW: Od ilu lat zajmuje się już pan rzeźbiarstwem?

Wystarczyło, że dostałem swój własny scyzoryk, a już we mnie się coś obudziło. Pierwsza rzeźba, która wysłałem na konkurs poszła aż do Niemiec. Miałem wtedy mniej niż dziesięć lat.

MW: Ktoś z rodziny ma podobne uzdolnienia, czy też ten talent przypadł jedynie panu?

Po nikim tego nie odziedziczyłem. Po prostu padło na mnie. Doszło do tego, że prawie nie oglądam telewizji czy nie przeglądam internetu. Zamiast tego wolę zająć się tym, co tak naprawdę lubię – rzeźbieniem. A trwa to już od jakichś czterdziestu lat.

MW: Jaka jest największa rzeźba, która wyszła spod pańskiego dłuta?

Jest to sześciometrowy anioł, pomyślany również jako nietypowych rozmiarów krzesło. Jego skrzydła dźwig musiał ustawiać prawie pół dnia. Stoi teraz w pewnej miejscowości na Kaszubach. Nie wiem jak to się stało, ale ktoś już zdążył na ten temat ułożyć legendę. Kiedy jakaś para spodziewa się dziecka, a kobieta usiądzie na aniele, to na bank będzie to córka. Jeśli zaś mężczyzna wybierze sobie anioła jako siedzenie, mogą spodziewać się syna. Starsi ludzie są zaś przekonani, że rzeźba stała już tam przed I wojną światową, a przecież postawiliśmy ją całkiem niedawno. Gdyby było tak, jak sądzą, musiałbym mieć teraz jakieś 150 lat. (śmiech)

MW: Anioł powstał na potrzeby jakiejś wystawy, konkursu, czy też z zupełnie innej okazji?

Pokazałem go na II ogólnopolskim plenerze malarsko-rzeźbiarskim w Garbnie. Wszyscy tam dziwili się, co ja robię i w jaki sposób to robię.  Inni przywozili specjalne dłuta po 15 tysięcy, a ja przyjechałem z dwoma zwyczajnymi dłutami i jednym nożykiem. Spojrzenia wokół zdawały się mówić: „Jak on za pomocą czegoś tak prymitywnego zdołał wyrzeźbić takiego pięknego anioła?”.

MW: Widzę, że robi pan również szopki. Czemu nie wziął, więc pan udziału w tegorocznym konkursie na szopkę bożonarodzeniową?

Po prostu o nim nie wiedziałem – w przyszłym roku na pewno spróbuję swoich sił. W 2005 roku brałem jednak udział w Ogólnopolskim Konkursie dla Rzeźbiarzy Ludowych na Szopkę Bożonarodzeniową, organizowanym przez Muzeum Historyczno - Etnograficzne w Chojnicach choć nie była ona największa, to i tak musiałem ją wnosić po częściach i składać w całość dopiero w we wnętrzu pomieszczenia. Jako że był to konkurs ogólnopolski, startowało w nim wielu naprawdę poważnych artystów z całego kraju. Tym większe było moje zaskoczenie i radość, kiedy okazało się, że zdobyłem pierwsze miejsce.


MW: Co się później stało z pana szopką?

Organizatorzy oddali mi ją, a ja jeździłem z nią po całej Polsce z nadzieją, że gdzieś uda mi się ją sprzedać. Nie wiem z jakiego powodu, ale nikt nie chciał jej kupić! Ludzie podziwiali jej piękno, lecz żaden z nich nie zamierzał jej ze sobą zabrać. I tak ta wielkich rozmiarów szopka przejechała ze mną połowę kraju, nabywcę znajdując dopiero w lipcu.

MW: Czy oprócz rzeźbienia ma Pan również inne ciekawe pasje?

Lubię malować, zarówno witraże jak i obrazy. Kiedyś pracowałem w Hiszpanii, trudniąc się zbieraniem malin. Po pracy często nudziłem się, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Wtedy właśnie wpadłem na pomysł, by zająć się malowaniem portretów. Okazało się, że można na tym dorobić nawet więcej niż na malinach. (śmiech)

MW: Musi pan mieć zatem dużo swoich dzieł we własnym domu...

Jak wiadomo, szewc zawsze chodzi bez butów. W mieszkaniu nie mam zatem praktycznie żadnych moich rzeźb. Robię je po to, by je sprzedawać i pokazywać – inaczej nikt poza mną by o nich nie wiedział i wszyscy zastanawialiby się: „Co ten facet tam ciągle robi?” Zresztą Jarantowice to jest koniec świata. Kto tam wjeżdża, dociera jedynie do połowy miejscowości, a potem już czym prędzej zawraca...

MW: Jak pan sądzi, co jest najważniejsze dla rzeźbiarza?

Talent, praca i pomysł. Czasami muszę się wiele nasiedzieć, zanim uda mi się wymyślić coś dobrego, a potem jeszcze powołać to do życia ze zwykłego pniaka. Niekiedy jednak rzeźba wyjdzie mi na tyle duża, że  potem mam problemy z jej transportem. Ostatnio wraz z trzema kolegami próbowaliśmy wnieść do auta prawie dwumetrową parę dziadka z babcią i z wnuczką, lecz nie dawaliśmy rady. Kiedy dwóch młodych chłopaków zobaczyło nasze zmagania, postanowili nam pomóc i niczym piórko podnieśli tę prawie trzystu kilogramową rzeźbę, z ogromną łatwością wsadzając ją do samochodu. Oczy aż wypadły nam z orbit Oni, chudsi od nas, wysocy, nie wyglądający na wyjątkowo silnych, podnieśli to w dwójkę, kiedy czterech dorosłych chłopów nie mogło dać rady! Niemożliwe. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że ćwiczą gimnastykę.

MW: Czy zostawia pan jakiś specjalny podpis na swoich dziełach?

Nie podpisuję się. Kiedyś też tego nie robili. Zresztą rzeźbię w specyficzny sposób, tak by to, co zrobię można było rozpoznać po samym wyglądzie rzeźby – wtedy nie potrzebny jest mój podpis.  Specjalnie patrzę też na prace innych, by w żadnym wypadku nie wykonać podobnej. Przez cały czas staram się być artystą, a nie rzemieślnikiem – nie imituję nikogo, rzeźbię to, co mi przychodzi do głowy i tak, jak potrafię. Nie są to  skomplikowane rzeźby, to przecież tylko kawałki drzewa. Chciałbym oczywiście do końca życia pozostać artystą i rzeźbić. (uśmiech)

MW: Dziękuję za rozmowę. Życzę jeszcze wielu wspaniałych rzeźb, które wyjdą spod pańskiego dłuta.

Rozmawiał (MW): Mikołaj Wyrzykowski , Przysiek 10.12.2011

Jeśli macie ochotę zamówić jakubowego anioła lub inne wyrzeźbione swoje marzenia, dzwońcie - za zgodą artysty podaję telefon.


Pies przyjaciel psa

czwartek, 5 stycznia 2012
Dwaj przyjaciele psy, w tej samej niedoli. Bez dachu nad głową, bez wyżywienia, bez rodziny, ale mają siebie.  Jeden z nich idąc obok ruchliwej drogi został potrącony przez samochód. Leżał przez dwa dni w przydrożnym rowie nie znajdując nigdzie pomocy. Wiedzieli o nim mieszkańcy miejscowości, którzy tędy chodzili lub przejeżdżali, ale nikt nie chciał mu pomóc, bo to pies ! A co komu po potrąconym psie. Był tylko przy nim jego pies-przyjaciel.

Straszny ból przedniej łapy doskwierał niemiłosiernie potrąconemu przyjacielowi. Nocą obaj przytulali się do siebie ogrzewając i chroniąc przed grudniowymi wiatrami i chłodem. W dzień zdrowy przyjaciel wyruszał na poszukiwaniu pomocy i jedzenia. Szukał pomocy przez dwa dni od wypadku.

Wreszcie stało się. Kierowca samochodu jadąc przez tę miejscowość przejazdem zobaczył na poboczu dziwnie zachowującego się psa. Można powiedzieć, że to pies swoim zachowaniem zatrzymał samochód. Pies przy drodze nie stał i nie czekał. Tylko stale jakby odchodził i wracał pokazując pobliskie miejsce przy drodze, chciał powiedzieć wszystkim - chodźcie ze mną, kto wreszcie pomoże mojemu przyjacielowi? Kierowca i pasażerowie samochodu czym prędzej pognali za psem. Tuż przy drodze w pobliskim rowie znaleźli poturbowanego psa, z ranną łapy, który nie miał już sił poruszać się. Tak oto pies- przyjaciel przyprowadził mu pomoc.

Jak dobrze jest mieć takiego przyjaciela !!!

Historia wydarzyło się naprawdę w miejscowości Anastazewo w województwie wielkopolskim. ( GazetaWyborcza, Łódź, 16.12.2011)




Przyjaciele na zawsze

wtorek, 22 listopada 2011
Przyjaźnie rozpoczynają się w różnym czasie i wieku. Dostałam takie zdjęcia i nie mogę się na nie napatrzeć. Mała dziewięciomiesięczna Julka i collie ACOLADA w wieku 3 lat. Razem spacerują i lubią z sobą przebywać.

Collie: ACOLADA Grenwood FCI   fot. Sylwia Starzyńska

"Przyjaźń jest najpiękniejszym ze wszystkich prezentów,

jakimi możemy zostać obdarowani 
aby szczęśliwie ukształtować swoje życie." ( Epikur )


***

Pies o imieniu Bandzior, po swojej służbie w policji, został oddany do schroniska. Niestety został sam. Tam znalazł go pan Mieczysław i zamieszkali razem w domu z ogródkiem na ulicy Bluszczowej. Początkowo Bandzior i pan Mieczysław zapoznawali się z sobą. Trwało to pół roku. 

"Miłość różni się od przyjaźni. Przyjaźń musi być wzajemna.
Jeśli nie jest wzajemna, nie jest przyjaźnią."(ks. Jan Twardowski)

Potem rozpoczęła się ich przyjaźń na całe i do końca życia. Przyszły jednak w ich życiu smutne chwile, przyszła ciężka choroba. Przyjaciel Bandziora, Mieczysław zachorował i nie mógł już wstawać z łóżka. A on, przyjaciel- pies Bandzior był przy swoim Panu. I tak oto nad chorym czuwały dwie pielęgniarki, a pierwszą z nich czuwającą zawsze, był Bandzior, przyjaciel, który wspierał swojego przyjaciela. Lizał po rękach i kładł swój ogromny łeb na łóżku, mówiąc nie jesteś sam, jestem przy tobie.  A od kiedy druga pielęgniarka musiała zamieszkać w domu, budził ją codziennie rano o 6, mówiąc w sobie właściwy sposób
- Wstawaj, mój przyjaciel Mieczysław jest głodny, pora robić mu śniadanie, sam nie dam rady, musisz już wstawać.

Nastał jednak czas, kiedy stan najlepszego przyjaciela Bandziora, Mieczysława, pogorszył się. Trafił on do szpitala w Łagiewnikach, gdzie umarł w wieku 86 lat. Na świecie został jego ukochany przyjaciel Bandzior- pies, w wieku 12 lat.

"Przyjaciele - jedna dusza w dwóch ciałach."( Arystoteles)

Bandzior nie umiał żyć bez swojego przyjaciela. Przestał jeść i pić. Tylko leżał cichutko zawodząc. Płakał tak, że od łez i krwi wytarła mu się sierść po oczami. Ci, co patrzeli na jego cierpienie, płakali razem z nim. Bandzior pomimo swojego wieku, nigdy nie chorował, był zdrowy.

"Przyjaźń, która się kończy, 
tak naprawdę nigdy się nie zaczęła."
( Publiusz Syrus)

Jednak dokładnie równo po tygodniu od śmierci swojego przyjaciela i o tej samej godzinie, Bandzior odszedł z tęsknoty szukać swojego przyjaciela, żeby być z nim. Nie chciał i nie potrafił dłużej żyć bez przyjaciela.

"Nawet w obliczu śmierci przyjemna 
jest świadomość posiadania przyjaciela."

Antoine de Saint-Exupéry

Ta historia wydarzyła się naprawdę. (Ekspres Ilustrowany, Łódź z dnia 30.07.2006- zobacz )


„Prison Dog Project” s.Pauline Quinn OP

niedziela, 4 września 2011
Czasami dzieje się tak, że wystawa psów potrafi wywołać wiele emocji i to takie, o jakich nawet trudno sobie wyobrazić. Nie chodzi tu wcale o przeżycia, jak pies biegał czy stał, kto wygrał i dlaczego, ale o coś niezwykle ważnego. Ja tez jadąc na niedzielną wystawę do Włocławka, nie spodziewałam się tego co mnie tam spotkało. 


Po ocenie na ringu zaczęłam poszukiwania cienia z powodu silnie grzejącego słońca. Tym razem znowu liczyłam na cienie dawane przez stojące już namioty innych wystawców. Ulokowałam się w środkowej alejce w cieniu namiotów psów husky Nagle wzrok mój przykuła postać dobrotliwie uśmiechniętej kobiety, ubrana w niebieski strój- długa suknia i chusta na głowie, krzyżyk na piersiach i tuż obok niej idący piękny doberman ubrany w niebieską kamizelkę z napisami. Szła spokojnie przypatrując się wystawianym i odpoczywającym  psom. Z tej odległości nie byłam w stanie zobaczyć napisów na kamizelce psa.

Za chwilę słyszę jak przez mikrofon na ringu honorowym padają słowa o niezwykłym gościu na wystawie, który przyjechał ze Stanów Zjednoczonych i zajmuje się pracą z psami.  Moje zainteresowanie coraz bardziej zaczyna rosnąć. 

Mikrofon szwankuje, słyszę co drugie słowo -witamy........siostrę..........program......Hajnówka..........więzienia......dwa tygodnie. 

Kobieta z dobermanem weszła na zieloną trawę ringu honorowego ( głównego) i zajęła miejsce  pod namiotem wraz z sędziami kynologicznymi. Rozpoczęły się konkurencje finałowe.


Usłyszane, tak pourywane informacje nie potrafiłam  poukładać w logiczną całość. Nie dałam jednak za wygraną i po przyjeździe do domu rozpoczęłam poszukiwania. Jedyne co umiałam powiązać z sobą to ubiór i słowa siostra, a więc rozpoczęłam od poszukiwania siostry zakonnej. Najpierw natrafiłam na wiadomości o siostrze Karolinie ze Zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy pracującej w Zakładzie Karnym we Włocławku, gdzie przebywa około 1200 więźniów od drobnych złodziejaszków, alimenciarzy, po morderców i gwałcicieli. Siostra Karolina nazywana przez więźniów „nasz promyczek nadziei” została odznaczona przez ministra sprawiedliwości Barbarę Piwnik  orderem „ Zasłużony dla wymiaru sprawiedliwości” za bezinteresowną pomoc. (tutaj znajdziecie więcej informacji)

Szukam dalej wpisując różne zwroty w wyszukiwarkę. Wreszcie ogarnia mnie euforia, udało się. Zaczynam wczytywać się i konfrontuję zapamiętaną twarz, ubiór i oczywiście dobermana. !!! Wszystko się zgadza. I tak trafiłam na ślad siostry Pauliny Quinn z Zakonu Dominikanek,
 która w roku 1981 r. uruchomiła stanie Waszyngton program więzienny  „Prison Dog Project” poprzez który więźniowie docierają pomocą do innych poprzez szkolenie psów specjalnych dla osób niepełnosprawnych.  Podobne programy do szkolenia psów powstały także w Kailfornii, Massachusetts, Missouri, Maine, New Hampshire i Wisconsin.


Siostra Paulina sama zaznała niezwykłej przyjaźni psa nazywanego przez nią Jony. Sama mówi o nim:: Mój pies Jony pomógł mi w moim życiu, pokazując mi bezwarunkową miłość"




Autor filmu  steinkerchner- link 




Film przesłany przez pathwaystohope link 


Dalej zaczęłam szukać kolejnych słłów- Hajnówka W ten sposób dowiedziałam się, że w Areszcie Śledczym  w Hajnówce od lutego 2011 realizowany jest pionierski projekt w Polsce  „ Przyjaciele czyli pies w celi”, którego pomysł zrodził się na podstawie pracy z więźniami w Stanach Zjednoczonych. Autorem i pomysłodawcą projektu w Hajnówce jest dyrektor Aresztu major Roman Paszko. PO pierwszym etapie szkolenia wszystkie psy biorące udział w szkoleniu znalazły już nowe domy. Od roku 2012 program „ Przyjaciele czyli pies w celi”ma czytamy w „Służbie Więziennej” ma być realizowany w trzech kolejnych placówka penitencjarnych.

Wcześniej podobne działania podejmowała w roku 2005 Fundacja „Fundacja Ama Canem”. W 2005 roku w Zakładzie Poprawczym w Ignacewie Łódzkim pod nazwą „Pomóżmy Sobie”, gdzie młodzież poprzez pracę z psami przygotowującą je do adopcji sama podlegała resocjalizacji.

Nie chcę Was zostawić w niepewności, co do znaczenia dwóch tygodni.  Otóż z tego co usłyszałam na wystawie, siostra Paulina będzie w Polsce dwa tygodnie. Czemu była akurat na wystawie we Włocławku ? Jeszcze nie wiem....

AW,04.09.2011 Włocławek CAC

Warto odwiedzić strony


 
Siostra Paulina napisała książkę „Paw for live” Pauline Quinn 

Powstał także film inspirowany życiem siostry Quinn “Within These Walls” Którego motto to " Nadzieja mieszka w nieprawdopodobnych miejscach"( sierpień 2001 USA, 2006 Węgry)